Samoloty wojskowe tankują w powietrzu, by wydłużyć misje ponad zasięg zbiorników - myśliwiec patrolujący polskie niebo zamiast wracać po paliwo, podłącza się na kilka minut do krążącego tankowca i zostaje w akcji kolejne godziny.
Dwie metody, jeden cel
Amerykański bom to sztywne ramię sterowane przez operatora cysterny, wpinane w gniazdo na grzbiecie odbiorcy - szybkie, standard USAF. System przewód-kosz (probe and drogue) każe odbiorcy trafić sondą w stabilizowany koszyk - wolniejszy, za to pozwala tankować kilka maszyn naraz i obsługuje śmigłowce. KC-135 i A330 MRTT potrafią oba.
Choreografia nad Polską
Cysterna wchodzi w wyznaczoną strefę (tzw. tankowisko) i kreśli owal na FL240-280; myśliwce podchodzą od tyłu i niżej, zrównują prędkości przy ok. 500 km/h i utrzymują kontakt przez kilka minut przekazu. Na radarze zobaczysz tylko tankowiec - odbiorcy zwykle lecą bez ADS-B, choć bywa, że ikonki na moment "sklejają się" z cysterną.
Czy cywile też tak potrafią?
Technicznie próbowano od lat 20. XX wieku, ale ekonomia i bezpieczeństwo pogrzebały pomysł - taniej zatankować na ziemi albo zaplanować międzylądowanie. Pozostał spektakl wojskowy, który dzięki publicznym radarom może dziś podziwiać każdy - wypatruj owali na mapie maszyn wojskowych.
Ile paliwa przekazuje tankowiec?
KC-135 wozi ok. 90 ton, A330 MRTT ponad 100 - jedna cysterna obsługuje w misji wiele kluczy myśliwców.
Jak blisko lecą samoloty podczas tankowania?
Kilkanaście metrów - to jeden z najtrudniejszych manewrów lotnictwa, trenowany nieustannie.